Blog Szachowy
Polska

Warszawa szykuje jubileusz. Najdorf po raz dwudziesty piąty

Warsaw Chess Festival 2026 wraca do stolicy. XXV Memoriał Najdorfa i VI Memoriał Jana Maciei od 26 czerwca do 5 lipca przy Konwiktorskiej. Prawda o jubileuszu roku.

Grzegorz Lewandowicz · 2 min czytania ·

Warszawa szykuje jubileusz. Najdorf po raz dwudziesty piąty
Fot. Bert Verhoeff / Anefo, Nationaal Archief, CC BY-SA 3.0 (źródło)

Są turnieje, które się rozgrywa, i są turnieje, które się celebruje. Warsaw Chess Festival należy do tej drugiej kategorii, i mówię to z pełnym przekonaniem. A w 2026 roku stolica gra o jeszcze więcej, bo Memoriał Mieczysława Najdorfa wjeżdża na dwudziestą piątą edycję. Ćwierć wieku turnieju nazwanego imieniem jednego z najwybitniejszych polskich szachistów w historii. To nie jest zwykły rok. To jest jubileusz. To po prostu fakt.

CO DZIEJE SIĘ PRZEZ TE DZIESIĘĆ DNI?

Festiwal rusza 26 czerwca i trwa do 5 lipca. Cała impreza zjeżdża do hali sportowej przy ulicy Konwiktorskiej 5/7, a organizatorem jest Fundacja Szachowa imienia gen. Kazimierza Sosnkowskiego, działająca we współpracy z Polskim Związkiem Szachowym.

Otwarcie należy do błyskawicy. 26 czerwca rozegrany zostanie VI Memoriał Jana Maciei w szachach błyskawicznych. Jedenaście rund, gra od piątej po południu do dwudziestej drugiej, dwie grupy podzielone według rankingu i pula nagród sięgająca dwudziestu tysięcy złotych. To rozgrzewka, która sama w sobie potrafi rozpalić halę.

Potem zaczyna się danie główne. XXV Memoriał Najdorfa to klasyka w najczystszej postaci. Dziewięć rund od 27 czerwca do 5 lipca, trzy grupy rozdzielone rankingiem i tempo gry, które nazywam bezlitosnym dla pośpiechu: dziewięćdziesiąt minut na czterdzieści posunięć plus trzydzieści minut i trzydzieści sekund na ruch dla najsilniejszych grup.

DLACZEGO TEN TURNIEJ MA TAKI CIĘŻAR?

Bo Najdorf to nie jest pierwsza lepsza nazwa wyciągnięta z kalendarza. Mieczysław Najdorf był jednym z największych, jakich wydały polskie szachy, a turniej jego imienia ciągle i wciąż, od ćwierć wieku, przyciąga do Warszawy zawodników z całego świata. I tu wchodzi liczba, która zamyka temat: w zeszłorocznej edycji sama grupa A zgromadziła stu czterech zawodników reprezentujących czternaście federacji szachowych! To nie jest impreza osiedlowa. To jest międzynarodowa scena, która co roku rozkłada szachownice nad Wisłą.

I właśnie dlatego dwudziesta piąta edycja niesie dodatkowy ładunek. Jubileusz w sporcie to moment, w którym wszyscy chcą się znaleźć po właściwej stronie tabeli. Wygrać turniej w roku, który przejdzie do historii cyklu, to coś więcej niż punkty rankingowe. To wpis do kroniki, który zostaje na lata. To po prostu fakt.

DLACZEGO STOLICA GRA U SIEBIE?

Warszawa nie bez powodu uchodzi za centrum polskich szachów. Tu jest siedziba Polskiego Związku Szachowego, tu działa gęsta sieć klubów, tu rozgrywa się najwięcej turniejów w kraju. Warsaw Chess Festival jest tej pozycji najlepszym dowodem, bo żadne inne polskie miasto nie ściąga tylu zawodników z zagranicy na jedną klasyczną imprezę. Prawda jest taka, że pod tym względem stolica nie ma rywala.

Dla mazowieckich klubów to także okno wystawowe. Festiwal na Konwiktorskiej daje miejscowym szachistom szansę usiąść naprzeciw zawodników, których normalnie ogląda się tylko w relacjach z wielkich open. A dla kibica oznacza to dziesięć dni, w czasie których w sercu Warszawy bije szachowe serce całego kraju.

Ćwierć wieku Memoriału Najdorfa. Dwie imprezy, jedna hala, jeden adres. Stolica zaprasza i nie udaje skromnej. Tak wygląda szachowe święto, gdy gra się je u siebie i z pełną świadomością, ile ono znaczy.