♞Blog Szachowy
PZSzach

Jakich reform potrzebuje PZSzach. Trzy obszary, które rozstrzygną kadencję

Finanse, jawność wynagrodzeń i rozwój juniorów. Konkretna lista reform, których polski związek szachowy potrzebuje przed wyborami 20 czerwca 2026.

Artur Czyż · 3 min czytania ·

Jakich reform potrzebuje PZSzach. Trzy obszary, które rozstrzygną kadencję

Reforma to słowo, które w polityce sportowej wytarło się na śmierć. Każdy je odmienia, nikt nie chce go rozpisać na liczby. A reforma bez liczb to slogan. Dlatego zamiast ogólników, trzy konkretne obszary, w których Polski Związek Szachowy może i powinien się zmienić. Bez ataków na ludzi. Z dokumentem w ręku.

Finanse i jawność wynagrodzeń

Zacznijmy od miejsca, w którym najłatwiej o liczby. 24 października 2024 roku minister sportu Sławomir Nitras podpisał zarządzenie dotyczące jawności wynagrodzeń w związkach sportowych. Zasada jest jednoznaczna: wynagrodzenia mają być publikowane z imienia i nazwiska, a obowiązek dotyczy wszystkich związków, w tym Polskiego Związku Szachowego.

To nie jest cios w żadną konkretną osobę. To rama prawna, której związek po prostu ma przestrzegać. I tu pojawia się materiał do rzetelnej rozmowy. Według zestawienia opublikowanego przez serwis Infoszach, oparte na sprawozdaniach finansowych wydatki PZSzach na wynagrodzenia zarządu rosły z roku na rok: 95 046 zł w 2019, 170 455 zł w 2020, 274 900 zł w 2021, 352 923 zł w 2022 i 416 691 zł w 2023.

Sam wzrost wydatków to jeszcze nie zarzut. Organizacja może rosnąć, profesjonalizować się i płacić za pracę. Pytanie, które trzeba zadać spokojnie, brzmi inaczej. Czy ten wzrost idzie w parze z mierzalnym wzrostem efektów dla szachistów? I czy jest komunikowany środowisku w sposób tak jawny, jak wymaga tego ministerialne zarządzenie? Jawność nie jest karą. Jest warunkiem zaufania.

Profesjonalizacja zamiast prowizorki

Drugi obszar to sposób działania samej maszyny. Związek tej wielkości potrzebuje przewidywalnych procedur, a nie decyzji podejmowanych od przypadku do przypadku. Jasny regulamin zamówień, czytelne zasady rozliczania delegacji, transparentny tryb przyznawania środków klubom i okręgom. To są nudne sprawy, które jednak decydują, czy pieniądze trafiają tam, gdzie powstają wyniki.

Profesjonalizacja oznacza też zawodowe biuro, które obsługuje szachistów, a nie odwrotnie. Trener, organizator i rodzic juniora powinni dostać sprawną odpowiedź, komplet regulaminów w jednym miejscu i terminy, które nie zmieniają się w ostatniej chwili. To nie jest rewolucja. To minimum, którego oczekuje się od nowoczesnej organizacji sportowej.

Juniorzy jako inwestycja, nie pozycja w budżecie

Trzeci obszar jest najważniejszy długoterminowo. Szachy w Polsce stoją młodymi. To z grup juniorskich wyrastają przyszli medaliści i to one zasilają kluby w całym kraju. Pytanie reformatorskie nie brzmi, czy wspieramy juniorów, bo to deklaruje każdy. Brzmi: ile konkretnie, według jakich kryteriów i z jaką kontrolą efektu.

Środowisko ma prawo wiedzieć, jaka część budżetu trafia realnie do szkolenia młodzieży, jak wygląda ścieżka od talentu lokalnego do kadry narodowej i czy system stypendialny jest czytelny oraz sprawiedliwy. To są pytania, na które dobra odpowiedź to konkretne liczby i regulaminy, a nie zapewnienia.

Reforma to nie wojna, to standard

Łatwo wpaść w ton wojenny i podzielić świat na swoich i obcych. To droga donikąd. Reforma, o której tu mowa, jest bezosobowa z definicji. Jawne finanse, profesjonalne procedury i realna inwestycja w juniorów to nie program przeciw komukolwiek. To program za polskimi szachami.

20 czerwca delegaci nie wybierają tylko prezesa. Wybierają, czy te trzy obszary staną się priorytetem mierzonym liczbami, czy znów rozpłyną się w slowach. Środowisko ma narzędzia, żeby tego dopilnować. Czas ich użyć.