Sindarov rozbił Turniej Pretendentów 2026 i idzie po Gukesha. Carlsen już typuje Uzbeka
Javokhir Sindarov wygrał Turniej Pretendentów 2026 z rekordem 10 z 14 i zagra o tytuł z Gukeshem. Carlsen: na ten moment nie da się nie wskazać Sindarova.
Dziesięć punktów na czternaście możliwych. Nowy rekord punktowy w historii Turnieju Pretendentów. Jeden 20-letni Uzbek na Cyprze. Czyli historia o tym, jak królewska gra znalazła sobie kolejnego nastoletniego króla, zanim ktokolwiek zdążył się przyzwyczaić do poprzedniego.
Turniej Pretendentów 2026 odbył się od 28 marca do 16 kwietnia w hotelu Cap St Georges w Pegei na Cyprze. Ośmiu graczy, czternaście partii, jedna stawka, czyli prawo do meczu o tytuł mistrza świata. Javokhir Sindarov nie przyjechał walczyć o awans. Przyjechał ustawić ten turniej po swojemu i dokładnie to zrobił.
Pięć zwycięstw na start, czyli koniec dyskusji
Zacznijmy od liczby, bo ona mówi wszystko. Pięć zwycięstw w pierwszych sześciu partiach. Na takim turnieju jedna wygrana potrafi przesądzić o całej edycji, a Sindarov rozdawał je seriami, runda po rundzie. Skończył z dorobkiem 10 punktów na 14 i ustanowił nowy rekord punktowy Turnieju Pretendentów.
Czołówka:
- Javokhir Sindarov (Uzbekistan) - 10/14
- Anish Giri (Holandia) - 8,5/14
- Fabiano Caruana (USA) - 7,5/14
Półtora punktu przewagi nad drugim Girim. W rozgrywce, gdzie różnice liczy się w połówkach, to nie przewaga, to przepaść. Uzbek przypieczętował zwycięstwo już na rundę przed końcem, a reszta stawki grała wtedy tylko o miejsca, o których za rok nikt nie będzie pamiętał.
Dwadzieścia lat i mecz o koronę
Sindarov ma 20 lat. I właśnie wywalczył prawo, żeby zmierzyć się w meczu o mistrzostwo świata 2026 z urzędującym mistrzem, Gukeshem Dommaraju. Jeszcze niedawno obaj byli dla świata szachów ciekawostką, takim „zobaczcie, jak młody". Dziś rozegrają mecz o najwyższy tytuł w królewskiej grze.
To nie jest przyszłość tej dyscypliny, to jej teraźniejszość. Stara gwardia ogląda spektakl z boku, a dwaj chłopcy ze Wschodu dzielą między siebie koronę.
Carlsen stawia na Uzbeka
Najciekawsze jest to, kto trzyma kciuki za Sindarova. Magnus Carlsen, zapytany kto wygra mecz, nie owijał w bawełnę: "Na ten moment nie da się nie wskazać Sindarova". Dorzucił, że Sindarov różni się od Gukesha, bo "Gukesh ma bardzo, bardzo wyraźne słabości jeśli chodzi o rozumienie pozycji, a Sindarov w ten sam sposób ich nie ma".
To mocne słowa pod adresem panującego mistrza świata. Ale Carlsen rzadko mówi rzeczy, których nie myśli. A skoro już padło jego nazwisko, to przy okazji ktoś zapytał, czy on sam zagrałby kiedyś o tytuł. Odpowiedź: "W kilku formatach, z pewnością. W klasyku, absolutnie nie!".
Co dalej
Sindarov kontra Gukesh to mecz, którego rok temu mało kto był w stanie sobie wyobrazić. Dwóch graczy, którzy jeszcze nie weszli w wiek, w którym sportowiec normalnie dopiero dojrzewa, a oni już biją się o sam szczyt.
Carlsen typuje pretendenta. Kasparov, według doniesień, też przychylniej patrzy na Uzbeka. Gukesh ma tytuł, ale ma też łatkę faworyta, którego wszyscy chcą zdetronizować, a to w królewskiej grze bywa najtrudniejszą rolą ze wszystkich. Mecz pokaże, czy korona zostanie w Indiach, czy pojedzie do Uzbekistanu.